...czyli niezbędny dodatek do kolorowych, pachnących i pysznych wypraw.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 czerwca 2013

Francja - elegancja?

 
 
      W związku z wakacjami, być może niektóre panie planują w tym momencie nie tylko cel podróży, ale i garderobę przewidzianą na tę okazję. Zastanawiacie się, co do walizki pakują Francuzki, wyjeżdżając na urlop i jak wyglądają na co dzień? Czy „Francja-elegancja” to pojęcie, którego odzwierciedlenie znajdziemy na ulicach, czy raczej mit? Odpowiadając na takie pytanie, nie da się uniknąć uogólnień. Ja opowiem Wam, co wynika z moich obserwacji francuskich ulic, podróży po różnych częściach kraju, kontaktów z kobietami w każdym wieku oraz rozmów z samymi Francuzkami.
 
 
Witryna sklepu France Arno
 
 
Ubrania
 
      Przede wszystkim zauważyłam, że Francuzki bardzo cenią sobie prostotę. Nie mam tu jednak na myśli wymuskanego minimalistycznego stylu, który wbrew pozorom wymaga sporej precyzji w doborze elementów stroju czy też dodatków. Myślę, że większość kobiet nad Sekwaną (uwaga, wyłączając eksperymentujące z wyglądem nastolatki oraz wyjątkowo szykowne panie ubierające się u najlepszych projektantów) nie zawraca sobie zbytnio głowy doborem ubrań.
      Królują więc dżinsy, koszule, tuniki i luźne bluzki – górna część garderoby często jest obszerna – na to rozpinany sweter, kurtka dżinsowa lub skórzana, ewentualnie jakaś apaszka i voilà, gotowe! Bardzo popularna jest czerń oraz pozostałe klasyczne, stonowane kolory (biel, beż, granat, czasem czerwień). Często widzę dziewczyny w rozkloszowanych spódnicach z falbanami i sukienkach z obniżoną talią. Na zdjęciu poniżej macie przykład typu spódnicy, o którym wspomniałam, tu w letniej, kolorowej wersji.

 

 
     Jeśli szykujecie się na wieczorne wyjście w gronie francuskich znajomych, radzę również postawić na prostotę: jeśli spodziewacie się szykownych kreacji wśród Francuzek, możecie się mocno zdziwić lub rozczarować. Mowa tu nie o bardzo uroczystych i oficjalnych okazjach, mam na myśli wyjścia do restauracji, na imprezę czy na kolację do znajomych. Moje najbardziej „wyjściowe” ubrania zazwyczaj leżą teraz nieużywane w szafie, w przeciwnym razie czuję się, jakbym za bardzo odstawała strojem od reszty. Przerabiałam to już na rodzinnych spotkaniach, na Sylwestrze wśród przyjaciół, na Wigilii w szerokim gronie znajomych, na koncercie czy wyjściu do pubu. Zazwyczaj ubiór innych dziewczyn czy kobiet był nieskomplikowany i codzienny, taki, jak zwykle w ciągu dnia i nierzadko byłam jedyna w sukience czy spódnicy. A jeśli Francuzki się „stroją”, to rzadko od stóp do głów: często jeden elegancki czy bardzo efektowny element przełamany jest codziennymi dodatkami i daje to ciekawy efekt.
 
 
Witryna sklepu Promod
 
 
      Jeśli macie więc ochotę na francuskie inspiracje, wrzućcie do walizki głównie klasyczne rzeczy, taki jakie jak top w paski (nad morzem pozycja obowiązkowa), dżinsy, baleriny, bluzki koszulowe i luźne sukienki oraz kilka efektownych elementów, które będziecie mogły połączyć z elementami bazowymi.
 
 
To przykład sklepu „z wyższej półki”. W ubraniach na wystawie możecie zauważyć zamiłowanie Francuzek do luźnych fasonów.

 
 
Dodatki
 
     Francuzki raczej nie przesadzają z ilością dodatków i preferują dyskretną biżuterię nad tę ostentacyjną, choć oczywiście zależy to również od indywidualnych preferencji. Prawdą jest, że Francuzki -zwłaszcza te w Paryżu- lubią markowe dodatki, takie jak okulary (zarówno korekcyjne jak i przeciwsłoneczne), zegarki czy torebki od projektantów. Nie popadajmy jedna w przesadę: nie jest też tak, że co druga kobieta na ulicy je nosi. Wydaje mi się, że Francuzki bardzo lubią „tutejsze” sieciówki i często to właśnie tam zaopatrują się w ubrania czy akcesoria. Mam na myśli sklepy takie dobrze Wam znane Camaïeu czy Promod, ale też Naf Naf, Cache-Cache i Etam, która to marka ma też swoje sklepy z bielizną: Etam Lingerie. Ciekawostka: z tą ostatnim sklepem współpracowała niedawno, i to dwukrotnie, znana we Francji (i nie tylko) blogerka modowa The Cherry Blossom Girl.
 
 
 
 
Fryzura i makijaż
 
    Tutaj ponownie mogłabym skwitować podejście Francuzek słowami: „byle nie utrudniać sobie życia”. Pewnie Was nie zaskoczę- na ulicach królują bardzo proste uczesania. Co do makijażu, to – być może trudno będzie Wam w to uwierzyć – naprawdę wiele kobiet nie maluje się wcale! Pamiętam, jak bardzo mnie to zdziwiło podczas pierwszego pobytu we Francji, tym bardziej w kraju słynącym z renomowanych firm kosmetycznych. Pewnie zgodzicie się ze mną, że makijaż w Polsce jest raczej na porządku dziennym wśród kobiet właściwie w każdym wieku. W Francji, niekoniecznie – z wyjątkiem stolicy wiele kobiet, także młodych, stroni od makijażu albo decyduje się na bardzo delikatną jego wersję.
 
      Z czego to wynika? Z tego, co udało mi się dowiedzieć, przyczyny są różne : „brak czasu”, preferowanie naturalnego wyglądu bądź też… prawie że negatywne postrzeganie makijażu w pewnych środowiskach. Uczestniczyłam kiedyś w konferencji, gdzie pani ją prowadząca wyglądała jakby dopiero co wstała z łóżka: włosy w nieładzie, zero makijażu, co na ogromnym telebimie wyglądało naprawdę kiepsko. Opowiadałam później o tej sytuacji znajomej Francuzce, która wyjaśniła mi, że pożądany wizerunek intelektualisty we Francji prawie że przekreśla dbanie o siebie (nad tymi nieco dziwnymi dla mnie schematami ona również ubolewała): nie wypada wszak zajmować się tak błahą i „płytką”  czynnością jak makijaż.
 
     Zaskoczyło mnie też to, że niektóre kobiety stawiające na naturalność nie robią od tego żadnych wyjątków, nawet na specjalne okazje. Posłużę się tu przykładem mojej szwagierki, która na naszym ślubie nie miała makijażu. Natomiast kiedy widziałam kobiety mocno pomalowane, to taki makijaż niekoniecznie był dobrze i estetycznie wykonany. Wydaje mi się, że Francuzkom trudno w tej kwestii znaleźć złoty środek i że ogólnie rzecz biorąc, Polkom wychodzi to lepiej, nie musimy więc wzorować się na zagranicznych koleżankach.
 
Kosmetyki
 
      Za to na porządku dziennym są tu markowe perfumy jak i „drogie” kosmetyki – wszystko jest względne i kosmetyki, które u nas są postrzegane jako takie „z wyższej półki” jak Avène, La Roche-Posay, Nuxe, Bioderma są tutaj bardzo popularne a Sephora nie jest tak luksusową drogerią, jak u nas: plasuje się raczej na średnim pułapie cenowym.
 
      Od jakiegoś czasu jest we Francji szał na wszystko, co „bio”, a więc naturalne, organiczne i dotyczy to także kosmetyków. Wiele marek wypuszcza, oprócz standardowych produktów, także linie „bio” a inne specjalizują się tylko w takich kosmetykach. Nawet lakier do paznokci możecie już kupić we Francji w wersji „bio”. Zdradzę Wam, że z ciekawości kupiłam kilka takich kosmetyków (wybór jest duży i można znaleźć również takie w przystępnych cenach) i jestem z nich bardzo zadowolona. Zaglądam też czasem do L’Occitane en Provence, który na pewno znacie z polskich ulic, ale raczej, by nacieszyć oczy, bo ceny mnie póki co odstraszają.
 
 
 
 
     Podsumowując, wydaje mi się, że pojęcie „Francja-elegancja” jest nieco przesadzone. Powiem Wam, ze to raczej moi francuscy znajomi, którzy mieli okazję być w Polsce, mieli wrażenie, że na ulicy co druga dziewczyna wygląda jak modelka. Być może najlepszą metodą na zadawanie szyku na wakacjach jest więc po prostu trzymanie się własnego stylu? A jakie jest Wasze zdanie?
 
 
 
 
Katarzyna Tirilly
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

poniedziałek, 4 marca 2013

Odważnie, na luzie i z wielkim, czerwonym reniferem - czyli Mrówka M i jej "szwedzki look" (cz. 3/3)

 
 

 
 
M jak Moda rowerowa
     Jest to temat, którego nie można zamknąć  w kilku zdaniach! Powiem jedno - sztokholmska moda rowerowa to ogromnie oryginalny  dress code. Nie można tak po prostu założyć starych dresów i wsiąść na rower. Nie! Rower jako podstawowy środek transportu, po pierwsze sam w sobie musi być stylowy, a więc po drugie  i ubranie musi idealnie z nim współgrać. Ba! Szwedki do perfekcji opanowały jazdę na rowerze, w długich spódnicach i niebotycznie wysokich szpilkach. Zaprzeczając przy tym prawom natury! Z roweru prosto do biura: ekologicznie i praktycznie!

N jak Nic nie jest passe
     Nic! Kompletnie nic! Broń Boże nie pozbywaj się z szafy starych ubrań, ubrań babci czy tych z przypiętą metką "do wyrzucenia". Chomikuj jak najwięcej! Wszystko jest do wykorzystania! Szwedzi uwielbiają styl retro: ten elegancki, klasyczny z najdroższymi metkami. Takie ubrania przenoszą nas w czasie.  Tylko… dżentelmenów brak! I ten uliczny "domowy miszmasz". Wszystko co stare jest ciekawą inspiracją. Dżinsy, które się przetarły mogą stać się super szortami, spódnica - oryginalną apaszką, a ze starych skórzanych butów można zrobić kilka ciekawych bransoletek. Tutaj nic nie wychodzi z mody. Wystarczy odrobina kreatywności i raz dwa mamy kolejny hit, który powielają następni!
 
O jak Odważnie
      I tutaj nie trzeba nic więcej tłumaczyć. Po prostu nie bać się niczego, bo odważnie to stylowo, oryginalnie i nietuzinkowo. Moda to morze bez dna, więc  trzeba  po nim dryfować.  Szwedzi w tej materii żadnych kół ratunkowych nie potrzebują!

 
 
 
P jak Praktycznie
    Przede wszystkim! Musi być po prostu wygodnie, czy to w dżinsach, dresach czy sukience. Praktycznie, wygodnie ale oryginalnie. Szwedzi podążają za najnowszymi trendami w modzie, śledzą światowe wybiegi i ekspresowo przenoszą je na sztokholmski grunt, ale dostosowując je do tego, aby przede wszystkim było wygodnie. Coś co oglądając na pokazie mody, stwierdzamy, że za żadne skarby tego nie założymy - Szwedzi to przerobią, tam podrobią i jest coś czego chcą wszyscy. Jak się okazuje koszula może być noszona do szkoły w połączeniu z dżinsami, na randkę w połączeniu z legginsami i na wieczorne wyjście. Mieszanie stylów i eksperymentowanie to zasada nr 1, czyli praktycznie jest! A przy tym na co dzień obcujemy z boginiami. W sumie… Dziewczyny! Tutaj nie karcimy naszych mężczyzn za odwracanie głowy za inną. Tutaj to nawet wypada -  taki odruch bezwarunkowy!

R jak Równowaga
     Elegancko i na luzie, ekstrawagancko i subtelnie, szalenie i praktycznie, kolorowo  i szaro, oryginalnie i klasycznie -  to właśnie definicja szwedzkiej mody.
 
S jak Second Hand
    Mekka Szwedów. Żaden wstyd.  Niekiedy wizyta w niesamowicie popularnych tutaj "szmaciakach" to niczym maraton z przeszkodami. Ale to właśnie tutaj znajdowane są największe perełki, cuda, których zazdrości każdy. Odwiedzać second handy - to być trendy. A te wyglądają niekiedy jak eleganckie butiki. Nie odwiedzenie  raz w tygodniu second handu tłumaczyć cię może tylko 40 stopniowa gorączka.
 
T jak T-shirt
     Podstawa garderoby. Może być praktyczny, kolorowy, oryginalny, elegancki, stylowy... To podstawa wszystkiego! To właśnie on tworzy ten cudowny, niewymuszony styl miejski. Łączyć go można ze wszystkim i na wszelkie sposoby. Może być ozdobą całego stroju! Ale zasada jest jedna: musi być oryginalny, czyli z ciekawym nadrukiem, kolorowy, koronkowy albo po prostu mieć w sobie to coś! Są niesamowicie tanie i są wszędzie. To taki niezbędnik codziennego ubioru. A propos koronki: hit ostatnich miesięcy! Koronka jest wszędzie: przy sukience, spodniach, koszuli, butach. Jest cudowna, taka romantyczna i z charakterem jednocześnie. Ale zdaje się, cały świat  oszalał  teraz na punkcie koronki.
 
U jak Unikatowość
     To coś co na pierwszy rzut oka nasuwa nam się na myśl. Nieprzewidywalność, świeżość, oryginalność   wyróżnia Szwedów. W końcu nie bez przyczyny Sztokholm nazywany jest Północną Stolicą Mody! Wiem… jakoś tak głupio, ciągle w samych superlatywach. Staram się, szukam jakiś wad,  ale naprawdę nie potrafię nic znaleźć! A uwierzcie mi, że byłabym pierwsza, która takie wady wytknie!

 

 
 
W jak Wady
     No właśnie. Sumiennie obiecuję, że usilnie będę ich szukać. Nie poddam się, ale póki co… tutejsza moda to...
 
Z jak Zarąbistość
     Po prostu i koniec kropka!

 


    Marta Czarnecka - Wojda
 



 

niedziela, 24 lutego 2013

Odważnie, na luzie i z wielkim, czerwonym reniferem - czyli Mrówka M i jej "szwedzki look" (cz. 2/3)

 
 
 
 
F jak Fenomen
      Fenomen szwedzkiej ulicy. Tutaj jest, jak nigdzie indziej. A ta „inność” sprawia, że chciałoby się na tej ulicy zamieszkać. Fenomenalnym fenomenem jest to, że każdy chce "ich" naśladować, ubierać się tak samo. Nikt inny nie potrafi tak łączyć stylów, materiałów, kolorów. Coś, co na pierwszy rzut oka  zdaję się być kompletnie nie pasującym... ostatecznie jest idealnym połączeniem! Stare spodnie plus t-shirt z Marilyn Monroe i do tego wysokie czerwone szpilki. Efekt końcowy... fenomenalny!
 
 
G jak Galerie Handlowe
      W każdej dzielnicy jest ich kilka. W każdej tłoczno. Dlatego bardzo ciężko jest mieszkać w Sztokholmie i nie wpaść w zakupoholizm. Atmosferę podgrzewają ciągłe promocje i przeceny. I choć Sztokholm jest jednym z najdroższych miast Europy, niektóre z okazji pozwalają na wyjście z galerii z torbą pełną skarbów za naprawdę niewielką cenę! Ale... na pierwszy rzut oka wchodząc do galerii widać tylko porozciągane swetry, ogromne t-shirty i dziwne spódniczki. I  właśnie! Sztuką jest znalezienie perełek i połączenie ich w  idealną całość. Szwedzi tę sztukę opanowali do perfekcji.
 
H jak H&M
     Rodzima sieciówka, która jest znana niemal na całym świecie. Pracują dla niej wielcy  projektanci, gwiazdy showbiznesu.  Ale  szlifu nabierają ci rodzimi. W czym tkwi sukces H&M? Jest tani, jest na każdej ulicy i jest najlepszą wizytówką tego co skandynawskie! The swedish Fashion miracle rozpoczęła właśnie ta sieciówka. To ona zapoczątkowała lawinowo rosnącą popularność szwedzkich marek. A czy wiecie, że to właśnie tutaj narodziły się uwielbiane przez nas "rurki" i dżinsy z charakterystycznymi czerwonymi szwami?  Sprzedaje się ich tutaj 15 mln par rocznie. Szwedzi kochają dżinsy. Zatem wychodzi jakieś dwie pary na osobę. Niby nie dużo, ale co roku?
 
I jak Inspiracje
     Te znaleźć można wszędzie. Może to być renifer ( kochany tutaj pod każdą postacią i traktowany niczym święta krowa w Indiach), muffinka, bo przecież idealnie nadaje się na wzór na torebkę. Może to być ukochana przez Szwedów Abba ku czci której,  na salony powróciły spodnie "dzwony"! A najlepsi są fani płci, tej mniej pięknej: długie włosy, dzwony, wysokie buty koturny … No dobrze! Nie oszukujmy się – wygląda to  śmiesznie! Dlatego może temat zakończmy! Faktem jest, że szwedzka moda znajduje inspiracje wszędzie, ale przede wszystkim  inspiruje sama.
 
J jak "Jestem sobą"
     Pierwsze przykazanie w szwedzkim dekalogu mody: "Być sobą". To przede wszystkim czuć się dobrze i wyglądać dobrze. Wyglądać oryginalnie, a oryginalnie to nie musi być dziwnie. Oczywiście zdarzają się tacy, którzy na pierwszy rzut oka wyglądają jak by dopiero co pozbyli się kaftanów bezpieczeństwa. Zdarza się też, że oryginalnie oznacza  dla niektórych  wyglądać jak kloszard (nikomu nie ujmując), tyle że  z metkami z najdroższych butików. Ale oryginalnie to także elegancko i z klasą, może to być stylowy kapelusik, słodki sweterek albo buty, które mogłyby być czczone na domowym ołtarzyku. Szwedów nie obchodzi zupełnie, jak są odbierani, oceniani i jak wyglądają dla innych. Najważniejsze, żeby czuli się swobodnie i oryginalnie wedle własnego uznania.
 
 
K jak Kolor i Kontrast
     Czyli, po pierwsze musi być kolorowo. Kolory "rażące" w połączeniu z tymi "smutnymi". Najlepiej jakby każda  część garderoby była w innym odcieniu. A po drugie kontrast, czyli wbrew jakimkolwiek zasadom łączymy to co kompletnie do połączenia się nie nadaje. Marynarka retro, stylowy kapelusik i różowiutkie trampki albo dresy z łyżwą,  koszula w modnym kołnierzykiem i szpilki. Idealnie! Kolorowo i kontrastowo – to  definicja sztokholmskiego fashion street.
 
L jak Less is more
      Czyli w wolnym tłumaczeniu "mniej znaczy więcej". Tutaj liczy się minimalizm i kreatywność. Żeby zwrócić na siebie uwagę, nie trzeba zakładać świecących spodni, koszuli z cekinowym nadrukiem i ogromnych perłowych korali. Wystarczy jeden element, który zachwyca i jest "wisienką na torcie". To może być nawet opaska do włosów, ozdobne skarpety do kolan, różowa "spinka - kwiatek" przypięta do balerinek albo stylowa bransoletka. Możesz być cały ubrany na czarno: proste spodnie, koszula ( oczywiście okropne buty, ale to już ustaliliśmy na początku…) i cudowne długie kolczyki z motywem truskawek! I to jest właśnie ta umiejętność, która sprawia, że później biegam po wszystkich galeriach w poszukiwaniu tych "cholernych ", cudownych kolczyków, które na koniec okazują się ręcznie przerobioną bransoletką trzyletniej siostry…  Brawo! Kreatywność!


C.D.N.


Marta Czarnecka - Wojda
 
 

poniedziałek, 18 lutego 2013

Odważnie, na luzie i z wielkim, czerwonym reniferem - czyli Mrówka M i jej "szwedzki look" (cz. 1/3)

 
 
     Będąc mrówką w wielkim mieście trzeba być trendy, żeby  jakoś się wyróżniać. Ale jak to zrobić? Zasada jest jedna - brak jakichkolwiek zasad! Szwedzki fashion street to ubieranie się tak jak Tobie jest najwygodniej. Masz ochotę wystąpić w dresie i butach na platformie - proszę bardzo, a może stary, rozciągnięty  sweter w połączeniu z super skórzanymi legginsami z popularnej sieciówki? Paradoksalnie taki "zaplanowany nieład artystyczny" to ABC szwedzkiej mody. Jak zabłysnąć i jednocześnie nie wyróżniać się z tłumu w Sztokholmie?
 
 
 
A jak Artyści
     Oj, takich błąkających w chmurach, unoszących się kilka metrów nad ziemią osobników spotykamy  średnio co 3,5 min. Większych problemów z określeniem ich profesji po ubiorze nie ma. Bo tak, wedle zasady artyści - malarze to: długie spódnice, najlepiej jakby była gdzieś rozerwana, poszarpana. Do tego idealnie pasuje rozciągnięty sweter, włosy rozczochrane, buty ...  może być bez butów i wcale nie ważne, że jedziemy metrem. Do tego koniecznie wszelkie odcienie czerni!!! To zasada numer 1. Co innego muzycy, tancerze... szaleni! Fakt, swoje umiejętności należy szlifować wszędzie i o każdej porze, w metrze, w supermarkecie, przy przejściu dla pieszych albo tuż przy królewskim pałacu. Do tego tenisówki w różnych kolorach tęczy, mogą być dwa buty inne - nie ma problemu, dres, legginsy, szorty i ... t-shirt. Szanowany artysta w Sztokholmie musi mieć porządny t-shirt. Porządny, czyli nie koniecznie wyprasowany. Może za to  być gdzieniegdzie   porwany, musi się wyróżniać! Zazwyczaj jakimś prezentowanym hasłem, w stylu "Jestem gejem", "Nie lubię Obamy". O! W cenie są wszelkiego rodzaju Marilyn Monroe, Audrey Hepburn etc., etc. Artysta po prostu ma swój świat, ale chyba w tym przypadku ci szwedzcy od polskich większego szału nie robią.
 
B jak Buty
     Powiem jedno, żeby mi płacili miliony... pozostanę przy swoich kupionych w Ojczyźnie! Oczywiście są piękne buty w Szwecji - widziałam takie dwa razy! O ile dobrze pamiętam chyba  miały znaczek  Gucci.  Natomiast to co zakładają przeciętni Szwedzi, często jest  przeokropnie!  Przeważają wymyślne kształty, koturny i potrafią wyglądać jak z przed pierwszej wojny światowej. Najgorsze jest to, że w zwykłych sklepach nie można kupić standardowo wyglądających butów. Zdaje się, że noszenie okropnie wyglądających, jest w Szwecji tradycją narodową.  Buty Szwedów zazwyczaj zupełnie nie pasują do całości, przeważnie bardzo modnego stroju.
 
C jak Ciekawość, czyli pierwszy stopień do... oryginalności
     Szwedzi są niesamowicie ciekawi świata. Wcześnie wychwytują najnowsze trendy i  bardzo szybko adaptują te panujące akurat na świecie, łącząc je z tym co "ich własne". Nie boją się nowości i eksperymentowania. Wystarczy, że tysiące kilometrów  za oceanem panuje moda na różowe t-shirty, a więc łączą je z  prasowanką z reniferem i już mamy kolejny hicior, który trzy miesiące później trafi dalej np. do Polski. Ale najważniejsze, żeby to co na wybiegach wygląda jak kompletnie nie do noszenia, przerobić na "praktyczne". W tym Szwedki są  mistrzyniami.
 
 
D jak Dolce&Gabbana, Louis i reszta „szlachty”
     Dla Polaków to niestety wciąż  temat tabu. W Szwecji na porządku dziennym są zakupy w jednej z najdroższych dzielnic miasta -  Östermalm. To tutaj zamożniejsze Szwedki robią zakupy w eleganckich butikach największych światowych projektantów. Dzielnica przez wielu nazywana snobistyczną i mimo, iż  w Szwecji "nie wypada" chwalić się i mówić o zasobności swojego portfela, a jednak... Każda "szanująca" się mieszkanka Sztokholmu w swojej szafie ma torebkę np. Louisa Vuitton'a.  I w tej dzielnicy niemal każda długonoga blondynka wygląda jakby właśnie wróciła z tygodnia mody w Paryżu. Podczas gdy jedna z dzielnic firmuje się elegancją  i klasą, w innej króluje folk, w jeszcze innej styl niczym z amerykańskich gangsterskich filmów. Bo Sztokholm to nie miasto - to styl życia. Tutaj każda dzielnica ma swój własny, odmienny sposób ubierania.
 
 
E jak ekstrawagancja
    No właśnie. Brak reguł. Odwaga. Oryginalność. Tutejszy street fashion porównuje się do tego z Tokio, bo i tutaj widząc niektóre z ulicznych kreacji mamy wrażenie jak byśmy przenieśli się w czasie, spotkali z kosmitami, albo wyszli właśnie z gali rozdania  Oscarów. Tutaj jest wszystko. Musi być ekstrawagancko, przy czym ta ekstrawagancja nie jest w żaden sposób wymuszona. Jakby była zapisana w genach. To co dla mnie jest szokiem, dla Szwedów jest praktycznością i  codziennością.  Jak to zrobić, żeby wyglądać jak z wybiegu, przy zdawałoby się - żadnym wysiłku?  Ehhh…. Szwedki wyglądają cudownie, oszałamiająco!


C.D.N.


Marta Czarnecka - Wojda
 
 
 

niedziela, 3 lutego 2013

Mediolan, czyli moda i uroda ( cz.2 )




DSCN2916.JPG
      (...) Oczywiście nie są to jedyne miejsca w Mediolanie gdzie można zrobić zakupy, lub po prostu nasycić oczy widokiem produktów włoskiego przemysłu odzieżowego. Sklepów jest mnóstwo i jedynie nowe osiedla pełniące funkcję "sypialni" są pod tym względem upośledzone, ale nie ma w tym nic dziwnego, gdyż o ile milej jest pobuszować w bogatej ofercie starszej części miasta... Można rzec, że Mediolan ma w swoim zanadrzu propozycje na każdy gust i na każdą kieszeń. Dla tych, którzy z racji ograniczonej ilości "środków płatniczych" nie gonią za jakością, a również chcieliby wyglądać może nie tyle elegancko, co po prostu modnie, jest mediolański Chinatown  czyli ulice Bramante i Paolo Sarpi wraz z kilkoma pomniejszymi uliczkami. Jest tam ogromna ilość sklepików i hurtowni, gdzie można kupić kolorową lecz dość tandetną odzież pochodzącą z Chin, o pretensjonalnych fasonach i krzykliwych barwach ale za to po bardzo niskich cenach. Tu jakość zdecydowanie przechodzi w ilość i wystawy są po prostu zapchane odzieżą przyciągającą wzrok, która jednak po bliższym przyjrzeniu się najczęściej pozostawia wiele do życzenia. Oczywiście, również tu można znaleźć coś interesującego, a młode Chinki, które z reguły ubierają się w tych sklepach prezentują się zupełnie ładnie i schludnie, ale być może jest to zasługa ich drobnych , zgrabnych figur i kocich twarzyczek, a nie tego, co mają na sobie.
 

DSCN2911.JPG   Osobnym rozdziałem są mediolańskie bazary. Procedura jest taka, że w każdej dzielnicy są wyznaczone ulice, które w określone dni zmyka się dla ruchu kołowego, a na jezdni handlujący rozkładają swoje stoiska. W Mediolanie każdego dnia odbywa się kilka tego rodzaju targów, w różnych punktach miasta, niektóre z nich są naprawdę ogromne i cieszą się wielką popularnością, a ich oferta jest bardzo bogata i różnorodna. Oprócz tandetnej, czasem używanej odzieży za przysłowiowy grosik, są tu zupełnie przyzwoite włoskie produkty, a także stoiska, gdzie za cenę 5 lub 10 euro można kupić nową markową odzież pochodzącą z zasobów magazynowych z poprzednich sezonów. Najczęściej leży ona w bezładzie, rzucona na gromadę, ale mimo to, można tam znaleźć prawdziwe perełki, a jedynym problemem jest wyszukanie sztuki w odpowiednim dla siebie rozmiarze.
 
 
      Oprócz tego w ostatnich latach rozwijają się "sklepy tymczasowe" czyli temporary shops polegające na tym, że na krótki czas wynajmuje się lokal w dobrym punkcie, gdzie sprzedaje się towar po okazyjnych cenach. Co prawda, na podstawie tego co widziałam, mam wrażenie, że jest to raczej marketingowy chwyt psychologiczny, gdyż jak wiadomo, ludzie są podatni na tego rodzaju sugestię i często robią zakupy bez większego zastanowienia. Innego rodzaju okazje oferują przedsięwzięcia typu outlet w Fidenzie koło Parmy i Serravalle. Można tam kupić ze sporą zniżką nawet (70%) produkty najlepszych marek, chociaż czasem powodem przeceny jest jakaś ukryta lub bardzo nieznaczna wada. Te miasteczka handlowe są czynne cały rok, a z Mediolanu jeżdżą tam za symboliczną opłatę specjalne, firmowe autobusy .
 
 
%2524MG_0112.JPG

 
     Włosi, zwłaszcza młodzi, są narodem, który przywiązuje ogromną wagę do wyglądu. Stąd przemysł odzieżowy i obuwniczy a także kosmetyczny, wciąż oferuje nowe produkty, a reklama jest wyjątkowo nachalna. Jednak mimo iż wielkie domy mody wciąż lansują nowe trendy, ulica wybiera z tego to, co chce. Kiedy pewnego lata weszły w modę spodnie z obniżonym stanem, zdawało się, że jest to rzecz, która przeminie wraz z nastaniem jesieni. O dziwo, większość dziewcząt i kobiet paradowała z paskiem gołej skóry pomiędzy spodniami i kusą pikowaną kurtką, nawet wtedy, kiedy temperatura spadała znacznie poniżej 0. Innym swoistym dziwactwem była moda na letnie botki, która w lombardzkim klimacie wymagała naprawdę sporego poświęcenia, zważywszy, że ta część narodu, który do wyglądu przywiązuje nieco mniejszą wagę, optuje w lecie za japonkami, przewiewnymi szortami i bluzką na ramiączkach...
 
 
 
 
Elżbieta Przymenska
 
 
 
 
 

niedziela, 20 stycznia 2013

Mediolan, czyli moda i uroda (cz.1)





DSCN1562.JPG



    Każdy kto choć trochę interesuje się modą wie, że obok Paryża, Mediolan jest najważniejszym centrum decydującym o tym co będzie wiodącym trendem w tej materii. Tutejsze krawiectwo nie od dziś cieszy się najwyższym uznaniem, a do tego jest ważnym źródłem dochodu dla państwa włoskiego. Każdy kto zawita w okolice Castello Sforzesco albo kościoła Santa Maria delle Grazie (gdzie w dawnym klasztornym refektarzu można zobaczyć sławną "Ostatnią wieczerzę" Leonarda da Vinci), zapewne zwróci uwagę na dość oryginalną fontannę, jaka znajduje się w centrum placu Cadorna. Składa się ona ze sporej sadzawki z której w lecie tryskają liczne pióropusze wody, a obok niej tkwi ogromna stalowa igła z wielokolorową nitką. Ta nitka zanurza się w wodzie, a po drugiej stronie fontanny tworzy fantazyjny supełek. To symbol miasta, a jednocześnie hołd dla włoskiej sztuki krawieckiej. Mimo swoich rozlicznych walorów, Mediolan nie może się równać z Rzymem czy Florencją, ale jak rok długi, przybywają tu liczni turyści z całego świata, a wśród nich rej wodzą Japończycy. Oczywiście, jednym z magnesów jest możliwość nabycia z pierwszej ręki ubrań z firmowa metką, której obecność jednoznacznie świadczy o tym, że nabywca nie ma kłopotów finansowych, a do tego cechuje go dobry gust.

 
DSCN3206.JPG   

       Zakupy można zacząć już nieopodal Dumo, w samym centrum miasta, w dużym, kilkupiętrowym domu handlowym  Rinascente, gdzie między innymi znajdują się stoiska wiodących włoskich firm. Ale naprawdę ekskluzywne butiki mieszczą się nieco dalej, w okolicy placu San Babila, na ulicy Montenapoleone i San Andrea. Tam, w zwykłych, niezbyt okazałych kamienicach, są sklepy gdzie sprzedaje się ekskluzywne produkty z najwyższej półki. Ktoś nieuprzedzony nie mógłby zgadnąć, że za prostymi, niewielkimi oknami wystawowymi, gdzie stoi jeden lub dwa manekiny albo pojedyncza para butów czy samotna torebka, ceny zaczynają się od cyfr z dwoma zerami na końcu, a dotyczy ona tylko i wyłącznie drobnych akcesoriów, zaś bluzka lub sukienka to koszt równy niejednej miesięcznej pensji. Mimo to, wiele osób tu przychodzi nie tyle na zakupy, lecz aby poczuć powiew luksusu lub w nadziei spotkania jakiegoś VIP-a. To tutaj można zobaczyć na zakupach wzięte modelki i aktorki, prezentujące swoje wdzięki i najnowszego narzeczonego, a także panie z arystokracji czy bogatej burżuazji, ubrane z elegancką prostotą, nieodmiennie patrzące pustym, wystudiowanym spojrzeniem ponad głowami przechodniów. Jak już pisałam, naprawdę ekskluzywne sklepy nie epatują bogactwem wystaw, które zazwyczaj ozdabia jedynie prosty napis z nazwą firmy. Jednak po bliższym przyjrzeniu się, można zauważyć, że eksponowana odzież ma wyszukany lecz elegancki fason i doskonałe wykończenie, a tkanina jest najwyższej jakości. Nic więc dziwnego, że kiedy nadejdą saldi czyli posezonowa wyprzedaż, wiele osób poluje na możliwość zakupów po znacznie niższej cenie.
 
 
   
DSCN3203.JPG




   
 
     Jest to prawdziwe szaleństwo, które trwa kilka tygodni, a na ulicach widać wtedy mnóstwo ludzi obojga płci z firmowymi torbami. Jeszcze kilka lat temu, podczas wyprzedaży wszystkie ceny spadały o 50 %, obecnie kryzys daje się wszystkim we znaki i często zniżki są o wiele mniejsze, rzędu 20 %, natomiast mniej chodliwe produkty wypycha się ze zniżką aż 75 %. Innym sposobem na zdobycie ubrań znanych marek jest polowanie w sklepach, które sprzedają odzież jaką modelki noszą podczas pokazów, niestety, z racji mody na szczupłe sylwetki są one z reguły w rozmiarze 34 lub 36...Na dodatek oferowana odzież niejednokrotnie nosi ślady użycia, jest przybrudzona lub popruta. Ale Mediolan oferuje zakupy na każda kieszeń, więc dla mniej zasobnych elegantek są sklepy również posiadające dobrą markę jak  Zara czy Promod. Dużą popularnością cieszą się też sklepy Benettona i H&M, których jest kilka w różnych punktach miasta, na dodatek prowadzą one swoistą politykę, polegającą na tym, że nie proponują tego samego asortymentu, więc aby być dobrze zorientowanym w ich ofercie trzeba nieco pobiegać po mieście. Wiele ciekawych sklepów jest nieopodal Rinascente w galerii Pasarella przy Corso Vittorio Emanuele, gdzie są takie sklepy jak Nadine czy Stefanel. Na Coso jest zawsze mnóstwo osób, ponieważ oprócz sklepów z odzieżą i butami są tam też wspaniałe perfumerie a także butiki Intimissimi czy Calzedonia z piękną bielizną, oraz cudnymi rajstopami, pończochami, i figlarnymi, kolorowymi skarpetkami. Osoby, których nie stać na zakupy przy via Montenapoleone, mogą się udać do sklepów przy Corso Buenos Aires. Jest to szeroka i długa na półtora kilometra arteria, z mnóstwem sklepów (jest ich ok. 350) o cenach może nie najniższych, ale mimo do do przyjęcia dla normalnie zarabiającej osoby.
 

DSCN2894.JPG    Bardzo lubiłam tę ulicę, gdyż chociaż zawsze panuje tam ogromy ruch, ma ona swoisty klimat i wielkomiejski wdzięk, ze swoimi ukrytymi pasażami i uroczymi barami. Nieco inny charakter ma via Dante, piękna, szeroka ulica, wiodąca od Placu Duomo w bezpośrednie sąsiedztwo Castello Sforzesco. Również tam są doskonałe sklepy o może nie najbardziej znanych, ale nie mniej dobrych, ustalonych markach. Via Dante to także popularny "deptak" gdzie można pospacerować, posłuchać ulicznego koncertu, wypić kawę lub zjeść pyszne lody, a przy okazji popatrzeć na eleganckie wystawy o wysmakowanej prostocie. Osoby które hołdują modzie typowo młodzieżowej, nie mogą ominąć innej ulicy zaczynającej się na Placu Duomo, via Torino, gdzie jest całe mnóstwo większych i mniejszych sklepów z odzieżą i butami i nie wygórowanymi cenami. Tu króluje kolor fuksji, pistacjowa zieleń, czerwień, szafir, żółty i pomarańczowy. Wystawy nie są może tak eleganckie, ale za to nieopisanie barwne i przyciągające wzrok. Klientela to młodzi ludzie obojga płci, szczupłe i zadbane nastolatki, z modnymi fryzurami, ubrane w barwne, obcisłe ciuchy podkreślające figurę. Jeszcze dalej, za via Torino, zaczyna się ulica Corso di Porta Ticinese, królestwo mediolańskiej alternatywy, gdzie pod kolumnami San Lorenzo spotykają się punki, metale i goci. Tu na wystawach sklepowych dominuje kolor czarny, skóra, ćwieki i ciężkie, toporne buty.
 
 
 
c.d.n.
 
 
 
Elżbieta Przymenska