...czyli niezbędny dodatek do kolorowych, pachnących i pysznych wypraw.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZWECJA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SZWECJA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Odważnie, na luzie i z wielkim, czerwonym reniferem - czyli Mrówka M i jej "szwedzki look" (cz. 3/3)

 
 

 
 
M jak Moda rowerowa
     Jest to temat, którego nie można zamknąć  w kilku zdaniach! Powiem jedno - sztokholmska moda rowerowa to ogromnie oryginalny  dress code. Nie można tak po prostu założyć starych dresów i wsiąść na rower. Nie! Rower jako podstawowy środek transportu, po pierwsze sam w sobie musi być stylowy, a więc po drugie  i ubranie musi idealnie z nim współgrać. Ba! Szwedki do perfekcji opanowały jazdę na rowerze, w długich spódnicach i niebotycznie wysokich szpilkach. Zaprzeczając przy tym prawom natury! Z roweru prosto do biura: ekologicznie i praktycznie!

N jak Nic nie jest passe
     Nic! Kompletnie nic! Broń Boże nie pozbywaj się z szafy starych ubrań, ubrań babci czy tych z przypiętą metką "do wyrzucenia". Chomikuj jak najwięcej! Wszystko jest do wykorzystania! Szwedzi uwielbiają styl retro: ten elegancki, klasyczny z najdroższymi metkami. Takie ubrania przenoszą nas w czasie.  Tylko… dżentelmenów brak! I ten uliczny "domowy miszmasz". Wszystko co stare jest ciekawą inspiracją. Dżinsy, które się przetarły mogą stać się super szortami, spódnica - oryginalną apaszką, a ze starych skórzanych butów można zrobić kilka ciekawych bransoletek. Tutaj nic nie wychodzi z mody. Wystarczy odrobina kreatywności i raz dwa mamy kolejny hit, który powielają następni!
 
O jak Odważnie
      I tutaj nie trzeba nic więcej tłumaczyć. Po prostu nie bać się niczego, bo odważnie to stylowo, oryginalnie i nietuzinkowo. Moda to morze bez dna, więc  trzeba  po nim dryfować.  Szwedzi w tej materii żadnych kół ratunkowych nie potrzebują!

 
 
 
P jak Praktycznie
    Przede wszystkim! Musi być po prostu wygodnie, czy to w dżinsach, dresach czy sukience. Praktycznie, wygodnie ale oryginalnie. Szwedzi podążają za najnowszymi trendami w modzie, śledzą światowe wybiegi i ekspresowo przenoszą je na sztokholmski grunt, ale dostosowując je do tego, aby przede wszystkim było wygodnie. Coś co oglądając na pokazie mody, stwierdzamy, że za żadne skarby tego nie założymy - Szwedzi to przerobią, tam podrobią i jest coś czego chcą wszyscy. Jak się okazuje koszula może być noszona do szkoły w połączeniu z dżinsami, na randkę w połączeniu z legginsami i na wieczorne wyjście. Mieszanie stylów i eksperymentowanie to zasada nr 1, czyli praktycznie jest! A przy tym na co dzień obcujemy z boginiami. W sumie… Dziewczyny! Tutaj nie karcimy naszych mężczyzn za odwracanie głowy za inną. Tutaj to nawet wypada -  taki odruch bezwarunkowy!

R jak Równowaga
     Elegancko i na luzie, ekstrawagancko i subtelnie, szalenie i praktycznie, kolorowo  i szaro, oryginalnie i klasycznie -  to właśnie definicja szwedzkiej mody.
 
S jak Second Hand
    Mekka Szwedów. Żaden wstyd.  Niekiedy wizyta w niesamowicie popularnych tutaj "szmaciakach" to niczym maraton z przeszkodami. Ale to właśnie tutaj znajdowane są największe perełki, cuda, których zazdrości każdy. Odwiedzać second handy - to być trendy. A te wyglądają niekiedy jak eleganckie butiki. Nie odwiedzenie  raz w tygodniu second handu tłumaczyć cię może tylko 40 stopniowa gorączka.
 
T jak T-shirt
     Podstawa garderoby. Może być praktyczny, kolorowy, oryginalny, elegancki, stylowy... To podstawa wszystkiego! To właśnie on tworzy ten cudowny, niewymuszony styl miejski. Łączyć go można ze wszystkim i na wszelkie sposoby. Może być ozdobą całego stroju! Ale zasada jest jedna: musi być oryginalny, czyli z ciekawym nadrukiem, kolorowy, koronkowy albo po prostu mieć w sobie to coś! Są niesamowicie tanie i są wszędzie. To taki niezbędnik codziennego ubioru. A propos koronki: hit ostatnich miesięcy! Koronka jest wszędzie: przy sukience, spodniach, koszuli, butach. Jest cudowna, taka romantyczna i z charakterem jednocześnie. Ale zdaje się, cały świat  oszalał  teraz na punkcie koronki.
 
U jak Unikatowość
     To coś co na pierwszy rzut oka nasuwa nam się na myśl. Nieprzewidywalność, świeżość, oryginalność   wyróżnia Szwedów. W końcu nie bez przyczyny Sztokholm nazywany jest Północną Stolicą Mody! Wiem… jakoś tak głupio, ciągle w samych superlatywach. Staram się, szukam jakiś wad,  ale naprawdę nie potrafię nic znaleźć! A uwierzcie mi, że byłabym pierwsza, która takie wady wytknie!

 

 
 
W jak Wady
     No właśnie. Sumiennie obiecuję, że usilnie będę ich szukać. Nie poddam się, ale póki co… tutejsza moda to...
 
Z jak Zarąbistość
     Po prostu i koniec kropka!

 


    Marta Czarnecka - Wojda
 



 

niedziela, 24 lutego 2013

Odważnie, na luzie i z wielkim, czerwonym reniferem - czyli Mrówka M i jej "szwedzki look" (cz. 2/3)

 
 
 
 
F jak Fenomen
      Fenomen szwedzkiej ulicy. Tutaj jest, jak nigdzie indziej. A ta „inność” sprawia, że chciałoby się na tej ulicy zamieszkać. Fenomenalnym fenomenem jest to, że każdy chce "ich" naśladować, ubierać się tak samo. Nikt inny nie potrafi tak łączyć stylów, materiałów, kolorów. Coś, co na pierwszy rzut oka  zdaję się być kompletnie nie pasującym... ostatecznie jest idealnym połączeniem! Stare spodnie plus t-shirt z Marilyn Monroe i do tego wysokie czerwone szpilki. Efekt końcowy... fenomenalny!
 
 
G jak Galerie Handlowe
      W każdej dzielnicy jest ich kilka. W każdej tłoczno. Dlatego bardzo ciężko jest mieszkać w Sztokholmie i nie wpaść w zakupoholizm. Atmosferę podgrzewają ciągłe promocje i przeceny. I choć Sztokholm jest jednym z najdroższych miast Europy, niektóre z okazji pozwalają na wyjście z galerii z torbą pełną skarbów za naprawdę niewielką cenę! Ale... na pierwszy rzut oka wchodząc do galerii widać tylko porozciągane swetry, ogromne t-shirty i dziwne spódniczki. I  właśnie! Sztuką jest znalezienie perełek i połączenie ich w  idealną całość. Szwedzi tę sztukę opanowali do perfekcji.
 
H jak H&M
     Rodzima sieciówka, która jest znana niemal na całym świecie. Pracują dla niej wielcy  projektanci, gwiazdy showbiznesu.  Ale  szlifu nabierają ci rodzimi. W czym tkwi sukces H&M? Jest tani, jest na każdej ulicy i jest najlepszą wizytówką tego co skandynawskie! The swedish Fashion miracle rozpoczęła właśnie ta sieciówka. To ona zapoczątkowała lawinowo rosnącą popularność szwedzkich marek. A czy wiecie, że to właśnie tutaj narodziły się uwielbiane przez nas "rurki" i dżinsy z charakterystycznymi czerwonymi szwami?  Sprzedaje się ich tutaj 15 mln par rocznie. Szwedzi kochają dżinsy. Zatem wychodzi jakieś dwie pary na osobę. Niby nie dużo, ale co roku?
 
I jak Inspiracje
     Te znaleźć można wszędzie. Może to być renifer ( kochany tutaj pod każdą postacią i traktowany niczym święta krowa w Indiach), muffinka, bo przecież idealnie nadaje się na wzór na torebkę. Może to być ukochana przez Szwedów Abba ku czci której,  na salony powróciły spodnie "dzwony"! A najlepsi są fani płci, tej mniej pięknej: długie włosy, dzwony, wysokie buty koturny … No dobrze! Nie oszukujmy się – wygląda to  śmiesznie! Dlatego może temat zakończmy! Faktem jest, że szwedzka moda znajduje inspiracje wszędzie, ale przede wszystkim  inspiruje sama.
 
J jak "Jestem sobą"
     Pierwsze przykazanie w szwedzkim dekalogu mody: "Być sobą". To przede wszystkim czuć się dobrze i wyglądać dobrze. Wyglądać oryginalnie, a oryginalnie to nie musi być dziwnie. Oczywiście zdarzają się tacy, którzy na pierwszy rzut oka wyglądają jak by dopiero co pozbyli się kaftanów bezpieczeństwa. Zdarza się też, że oryginalnie oznacza  dla niektórych  wyglądać jak kloszard (nikomu nie ujmując), tyle że  z metkami z najdroższych butików. Ale oryginalnie to także elegancko i z klasą, może to być stylowy kapelusik, słodki sweterek albo buty, które mogłyby być czczone na domowym ołtarzyku. Szwedów nie obchodzi zupełnie, jak są odbierani, oceniani i jak wyglądają dla innych. Najważniejsze, żeby czuli się swobodnie i oryginalnie wedle własnego uznania.
 
 
K jak Kolor i Kontrast
     Czyli, po pierwsze musi być kolorowo. Kolory "rażące" w połączeniu z tymi "smutnymi". Najlepiej jakby każda  część garderoby była w innym odcieniu. A po drugie kontrast, czyli wbrew jakimkolwiek zasadom łączymy to co kompletnie do połączenia się nie nadaje. Marynarka retro, stylowy kapelusik i różowiutkie trampki albo dresy z łyżwą,  koszula w modnym kołnierzykiem i szpilki. Idealnie! Kolorowo i kontrastowo – to  definicja sztokholmskiego fashion street.
 
L jak Less is more
      Czyli w wolnym tłumaczeniu "mniej znaczy więcej". Tutaj liczy się minimalizm i kreatywność. Żeby zwrócić na siebie uwagę, nie trzeba zakładać świecących spodni, koszuli z cekinowym nadrukiem i ogromnych perłowych korali. Wystarczy jeden element, który zachwyca i jest "wisienką na torcie". To może być nawet opaska do włosów, ozdobne skarpety do kolan, różowa "spinka - kwiatek" przypięta do balerinek albo stylowa bransoletka. Możesz być cały ubrany na czarno: proste spodnie, koszula ( oczywiście okropne buty, ale to już ustaliliśmy na początku…) i cudowne długie kolczyki z motywem truskawek! I to jest właśnie ta umiejętność, która sprawia, że później biegam po wszystkich galeriach w poszukiwaniu tych "cholernych ", cudownych kolczyków, które na koniec okazują się ręcznie przerobioną bransoletką trzyletniej siostry…  Brawo! Kreatywność!


C.D.N.


Marta Czarnecka - Wojda
 
 

poniedziałek, 18 lutego 2013

Odważnie, na luzie i z wielkim, czerwonym reniferem - czyli Mrówka M i jej "szwedzki look" (cz. 1/3)

 
 
     Będąc mrówką w wielkim mieście trzeba być trendy, żeby  jakoś się wyróżniać. Ale jak to zrobić? Zasada jest jedna - brak jakichkolwiek zasad! Szwedzki fashion street to ubieranie się tak jak Tobie jest najwygodniej. Masz ochotę wystąpić w dresie i butach na platformie - proszę bardzo, a może stary, rozciągnięty  sweter w połączeniu z super skórzanymi legginsami z popularnej sieciówki? Paradoksalnie taki "zaplanowany nieład artystyczny" to ABC szwedzkiej mody. Jak zabłysnąć i jednocześnie nie wyróżniać się z tłumu w Sztokholmie?
 
 
 
A jak Artyści
     Oj, takich błąkających w chmurach, unoszących się kilka metrów nad ziemią osobników spotykamy  średnio co 3,5 min. Większych problemów z określeniem ich profesji po ubiorze nie ma. Bo tak, wedle zasady artyści - malarze to: długie spódnice, najlepiej jakby była gdzieś rozerwana, poszarpana. Do tego idealnie pasuje rozciągnięty sweter, włosy rozczochrane, buty ...  może być bez butów i wcale nie ważne, że jedziemy metrem. Do tego koniecznie wszelkie odcienie czerni!!! To zasada numer 1. Co innego muzycy, tancerze... szaleni! Fakt, swoje umiejętności należy szlifować wszędzie i o każdej porze, w metrze, w supermarkecie, przy przejściu dla pieszych albo tuż przy królewskim pałacu. Do tego tenisówki w różnych kolorach tęczy, mogą być dwa buty inne - nie ma problemu, dres, legginsy, szorty i ... t-shirt. Szanowany artysta w Sztokholmie musi mieć porządny t-shirt. Porządny, czyli nie koniecznie wyprasowany. Może za to  być gdzieniegdzie   porwany, musi się wyróżniać! Zazwyczaj jakimś prezentowanym hasłem, w stylu "Jestem gejem", "Nie lubię Obamy". O! W cenie są wszelkiego rodzaju Marilyn Monroe, Audrey Hepburn etc., etc. Artysta po prostu ma swój świat, ale chyba w tym przypadku ci szwedzcy od polskich większego szału nie robią.
 
B jak Buty
     Powiem jedno, żeby mi płacili miliony... pozostanę przy swoich kupionych w Ojczyźnie! Oczywiście są piękne buty w Szwecji - widziałam takie dwa razy! O ile dobrze pamiętam chyba  miały znaczek  Gucci.  Natomiast to co zakładają przeciętni Szwedzi, często jest  przeokropnie!  Przeważają wymyślne kształty, koturny i potrafią wyglądać jak z przed pierwszej wojny światowej. Najgorsze jest to, że w zwykłych sklepach nie można kupić standardowo wyglądających butów. Zdaje się, że noszenie okropnie wyglądających, jest w Szwecji tradycją narodową.  Buty Szwedów zazwyczaj zupełnie nie pasują do całości, przeważnie bardzo modnego stroju.
 
C jak Ciekawość, czyli pierwszy stopień do... oryginalności
     Szwedzi są niesamowicie ciekawi świata. Wcześnie wychwytują najnowsze trendy i  bardzo szybko adaptują te panujące akurat na świecie, łącząc je z tym co "ich własne". Nie boją się nowości i eksperymentowania. Wystarczy, że tysiące kilometrów  za oceanem panuje moda na różowe t-shirty, a więc łączą je z  prasowanką z reniferem i już mamy kolejny hicior, który trzy miesiące później trafi dalej np. do Polski. Ale najważniejsze, żeby to co na wybiegach wygląda jak kompletnie nie do noszenia, przerobić na "praktyczne". W tym Szwedki są  mistrzyniami.
 
 
D jak Dolce&Gabbana, Louis i reszta „szlachty”
     Dla Polaków to niestety wciąż  temat tabu. W Szwecji na porządku dziennym są zakupy w jednej z najdroższych dzielnic miasta -  Östermalm. To tutaj zamożniejsze Szwedki robią zakupy w eleganckich butikach największych światowych projektantów. Dzielnica przez wielu nazywana snobistyczną i mimo, iż  w Szwecji "nie wypada" chwalić się i mówić o zasobności swojego portfela, a jednak... Każda "szanująca" się mieszkanka Sztokholmu w swojej szafie ma torebkę np. Louisa Vuitton'a.  I w tej dzielnicy niemal każda długonoga blondynka wygląda jakby właśnie wróciła z tygodnia mody w Paryżu. Podczas gdy jedna z dzielnic firmuje się elegancją  i klasą, w innej króluje folk, w jeszcze innej styl niczym z amerykańskich gangsterskich filmów. Bo Sztokholm to nie miasto - to styl życia. Tutaj każda dzielnica ma swój własny, odmienny sposób ubierania.
 
 
E jak ekstrawagancja
    No właśnie. Brak reguł. Odwaga. Oryginalność. Tutejszy street fashion porównuje się do tego z Tokio, bo i tutaj widząc niektóre z ulicznych kreacji mamy wrażenie jak byśmy przenieśli się w czasie, spotkali z kosmitami, albo wyszli właśnie z gali rozdania  Oscarów. Tutaj jest wszystko. Musi być ekstrawagancko, przy czym ta ekstrawagancja nie jest w żaden sposób wymuszona. Jakby była zapisana w genach. To co dla mnie jest szokiem, dla Szwedów jest praktycznością i  codziennością.  Jak to zrobić, żeby wyglądać jak z wybiegu, przy zdawałoby się - żadnym wysiłku?  Ehhh…. Szwedki wyglądają cudownie, oszałamiająco!


C.D.N.


Marta Czarnecka - Wojda
 
 
 

niedziela, 16 grudnia 2012

Hej, hej Sverige! Czyli mrówka M w wielkim mieście. (część 2)

 
 
      Dziwne to miasto… Pan ( nazwijmy go swojsko Kaziu),  gdzieś około czterdziestki, w topie „panterka”, czerwonych szpilkach i z krwistoczerwoną pomadką na ustach… czemu nie? Tutaj takich panów Kaziów jest całe mnóstwo i nawet przez myśl im nie przejdzie, że wyróżniają się z tłumu. Michael Jackson, Elvis Presley, Pin-up girl – no problem! Kobieta Ninja – jak najbardziej. I wiecie co jest najfajniejsze? Że nikogo to nie dziwi, nie zaskakuje, nie obraża czy denerwuje, nie ma  kogoś kto zbeszta, jaki to jesteś niewychowany, wulgarny i jak ty w ogóle wyglądasz? I nawet mimo, że jesteś tam mrówką jedną z miliona... Jesteś wyjątkowa! Jedyna w swoim rodzaju! Tutaj możesz być kimkolwiek chcesz. I nikt Ci nic nie zarzuci, nie spojrzy krzywo, nie skomentuje. Jesteś Super Mrówką i dobrze Ci z tym. Czujesz wolność!
 
      Dziwne jest to miasto, w którym do pracy zazwyczaj dojeżdża się rowerem w garniturze, a kobiety bez makijażu i codziennych wizyt w solarium wyglądają jak boginie. W którym czuję się jak na planie hollywoodzkiej produkcji, w której gram główną rolę i w której tyle się dzieje. W którym nie masz prawa się nudzić. Jak nie performance metrze, to flash mob na Starym Mieście.  A przecież nadal jestem w Europie! Tak blisko domu. To miasto żyje pełnią: 24 godziny na dobę i każda z 1440 minut doby, jest w stu procentach wykorzystana!
 
 
      Bo taki właśnie jest Sztokholm… „Stockholm” – stolica Szwecji, zamieszkiwana przez ponad 2 miliony osób, położona na 14 wyspach, połączonych 53 mostami. 1/3 powierzchni miasta zajmują budynki, reszta to woda i lasy. Wiele przeprowadzonych międzynarodowych ankiet wskazuje, że naród mieszkający tutaj zalicza się do najszczęśliwszych na świecie ( dlaczego mnie to nie dziwi…?). Nazywany „Wenecją Północy”. Ze Sztokholmu pochodzi Greta Garbo. Zwiedzić tu można ponad 70 muzeów ( w tym Muzeum Nagrody Nobla) i ok. 100 galerii sztuki. Znajduje się tu jedyny na świecie zachowany w całości okręt pochodzący z XVII w.  I to właśnie też w Sztokholmie znajduję się najstarszy na świecie skansen!
 
      Dziwny jest ten Sztokholm… w którym kobiety nie zakładają szpilek. Ale dlaczego? Bo po co! Skoro i tak wyglądają jak z wybiegu, jak z najlepszego i najmodniejszego katalogu o modzie.  Bo nie chodzi o to, żeby wyciągnąć z szafy niedzielną sukienkę i się pokazać, bo wtedy jestem modna. Bez względu na to, czy założysz, miętową sukienkę z rodzimego H&M, czy stare wyprane jeansy a do tego kalosze, czy podarte dresy, czy sweter do kolan, czy starą kurtkę babci… Nie ma znaczenia czy masz włosy fioletowe, zielone czy różowe, okulary na pół twarzy czy lenonki, czy koturny czy platformy… Ważne żebyś dobrze się w tym czuła, a tym samym taki nieład artystyczny i takie „olewactwo” przy wyborze stroju, to jednak bardzo przemyślana decyzja. Jakkolwiek Szwedki by się nie ubrały, wyglądają jak z wybiegu i narzucają trendy. I następnego dnia chcesz wyglądać tak jak one. A szpilki? Po co szpilki ?To nie one decydują o tym, że wyglądasz sexy, to może być sweter do kolan. A może chodzi o to, że tu na każdym kroku są schody ruchome z takim dużymi rowkami i może po prostu nie wygodnie się w nich biega? Bo przecież mrówka w mrowisku nie ma czasu na spacerek!
 
 
     Zakochałam się… Zakochałam się w tej dziwności, w tej magii, niecodzienności, inności, szybkości. Zakochałam się w Sztokholmie. I choć kocham Polskę, to na razie chcę być dalej mrówką. Mrówką M w wielkim mieście. W miejscu, w którym kiedy tylko zapragnę mogę zostać kimkolwiek chcę! Jednego dnia udawać celebrytkę, drugiego psychofankę Justina Biebera, trzeciego sobowtóra Marilyn Monroe, a czwartego będę Martą z Polski, z książką w ręku, z słuchawkami w uszach nucąca pod nosem Grechutę…  „Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”. Bo tutaj możesz zostać każdym jednocześnie, pozostając sobą! A przez tę wolność, swobodę, różnorodność, przez ten wielki świat, przez te wszystkie dziwne rzeczy, które chyba tylko mnie jeszcze zaskakują, te ważne  dni, których jeszcze nie znamy stają się jeszcze ważniejsze!
 
 
Spacer po Sztokholmie…
 
 
 




 
 
 
 Marta Czarnecka - Wojda



 

niedziela, 9 grudnia 2012

Hej, hej Sverige! Czyli mrówka M w wielkim mieście. (część 1)

 
 
 
      Dziwne to miasto.  Takie kolorowe, czyste, bez ani jednego papierka na chodniku. „Poukładane”. W którym wszystko musi być idealne, podręcznikowe. Ludzie tacy życzliwi, uprzejmi do przesady. Wszystko nowoczesne, gdzie technologia doprowadza do szewskiej pasji, utrudniając  skorzystanie z toalety.  W którym mieszkańcy ułatwiają sobie życie jak tylko mogą, w każdej dziedzinie, nawet przy układaniu skarpetek w komodzie - nie dość  że są ułożone kolorystycznie, to jeszcze złożone w kostkę i ustawione według metek, ba! czasami mają wyszyte nazwy kolejnych dni tygodnia, o tak po prostu, żeby było prościej.  W którym na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszyscy się gdzieś spieszą, że wszystko tu robi się w biegu. Ale w tym szaleństwie jest metoda, bo okazuje się, że to tylko pozory, że to tylko tak wygląda, bo tak naprawdę  tu każdy na wszystko ma czas i żyje się ze spokojem. Wszystko wręcz MUSI być robione wedle zasady „Mamy dużo czasu!!!”. Przecież łatwiej by było sprzątnąć gałęzie z ławki w parku przy użyciu rąk. Ale po co się przemęczać, skoro te cztery gałązki w ciągu godziny sprzątnie dziwny mały traktorek,  obsługiwany przez trzy osoby?
 
 
 
       Miasto, w którym policjant upominając Cię  z uśmiechem na twarzy, bo dopuściłeś się drobnego wykroczenia, przeprasza że zajmuje czas i bardzo uprzejmie prosi o zachowanie spokoju. Ale że jak? Że bez mandatu? A do tego, gdy jadąc autem chcesz zmienić pas i po prostu wbijasz się komuś, nikt Ci nie prezentuje środkowego palca?  Miasto, w którym kelnerka z 7eleven podając kultową tutaj kawę z drożdżówką przeprasza, że od razu nie odezwała się po angielsku. „Czy podać coś jeszcze?” powiedziała w języku urzędowym. Jak ona śmiała?! „Bezczelna”…! Miasto, w którym po angielsku ( mimo, że urzędowym jest tu inny język) przeprowadzisz interesującą rozmowę z czterolatkiem…
      Dziwne to miasto… Ale takie intrygujące i uzależniające.
      Dziwne to miasto, w którym pieszy na pasach jest traktowany niczym święta krowa w Indiach.  Miasto, w którym jadąc w metrze i nie mając w ręku iphona, czuję się jakbym była bez ubrania. A jednocześnie w którym uprzejmość  i ciągły uśmiech na twarzy to chyba jakaś wada wrodzona, bo moja ukochana polska mentalność każe mi się doszukiwać złych intencji w każdym, bo „na pewno za plecami tyłek mi obrobi”. A może nie? Challenge accepted!!! Do sprawdzenia!
 
 
 
      Dziwne to miasto, w którym w galerii handlowej 70% konsumentów to tatusiowie z wózkami, nosidełkami, chustami. Jasnowłose dzieci niczym z amerykańskiej reklamy płatków śniadaniowych. A tatusiowie wyglądają tak jakby tuż po śniadaniu teleportowali się do włoskiego salonu mody, w którym sztab specjalistów przygotuje ich wizerunek na cały dzień. A mamusie gdzie? A mamusie spełniają się zawodowo! Ale ci tatusiowie… Są idealni! Dziewięciu na dziesięć ma dłuższe włosy, zaczesane do góry niczym od linijki. Coraz częściej wąsy „na Brada Pitta”, do tego stylowe okulary, no i te ubrania od włoskich stylistów... A wyobrażacie sobie, że barwy narodowe odpowiednio wyeksponowane dają niesamowity efekt? I nie chodzi mi tutaj o maszt z flagą przed każdym domem, ale o ubiór! Oj, Jacyków nie miałby roboty tutaj...
       I znowu moja polska wredna „ja” się odzywa: ale że niby co? Że niby oni tak sami się wystylizowali? Że bez kobiety? Że sami tak sobie chodzą na zakupy. Że różowa koszulka jest w modzie, a kolorowe spodnie nie są dla bab, no i że niby sandały plus skarpetki to obciach? Jasne! Ale żeby nie było: kocham Polskę i tęsknię za nią jak diabli, nawet za tymi sandałami! A tutaj mój dodatkowy zmysł wyłapywania w tłumie rodaków wyostrzył się. Szczególnie w piątkowy wieczór w monopolowym… wtedy jakoś tak bardzo się uruchamia…
       Dziwne to miasto. W którym nic mnie już nie zdziwi! I kiedy tak codziennie jadę sobie metrem, przeciskając się przez tłumy przedstawicieli każdej narodowości świata, odpowiednio eksponującej strojem swoją miłość do ojczyzny. Czasami ten tutejszy międzynarodowy dress code sprawia, że czuję się jak na wielkiej imprezie u ambasadora. I  kiedy zmierzam skasować mój miesięczny bilet, właśnie wtedy - czuję się jak mrówka w wielkim mrowisku.  Zawsze wtedy myślę sobie o Bin Ladenie. Że takie metro  - to przecież idealny cel…


    Spacer po Sztokholmie:
 

 
 
 

   
 
Marta Czarnecka - Wojda