W związku z wakacjami, być może niektóre panie planują w tym momencie nie
tylko cel podróży, ale i garderobę przewidzianą na tę okazję. Zastanawiacie
się, co do walizki pakują Francuzki, wyjeżdżając na urlop i jak wyglądają na
co dzień? Czy „Francja-elegancja” to pojęcie, którego odzwierciedlenie
znajdziemy na ulicach, czy raczej mit? Odpowiadając na takie pytanie, nie da
się uniknąć uogólnień. Ja opowiem Wam, co wynika z moich obserwacji
francuskich ulic, podróży po różnych częściach kraju, kontaktów z kobietami
w każdym wieku oraz rozmów z samymi Francuzkami.
![]() |
Witryna sklepu France Arno |
Ubrania
Przede wszystkim
zauważyłam, że Francuzki bardzo cenią sobie prostotę. Nie mam tu jednak na
myśli wymuskanego minimalistycznego stylu, który wbrew pozorom wymaga sporej precyzji
w doborze elementów stroju czy też dodatków. Myślę, że większość kobiet
nad Sekwaną (uwaga, wyłączając eksperymentujące z wyglądem nastolatki oraz
wyjątkowo szykowne panie ubierające się u najlepszych projektantów) nie
zawraca sobie zbytnio głowy doborem ubrań.
Królują więc
dżinsy, koszule, tuniki i luźne bluzki – górna część garderoby często jest
obszerna – na to rozpinany sweter, kurtka dżinsowa lub skórzana, ewentualnie
jakaś apaszka i voilà, gotowe!
Bardzo popularna jest czerń oraz pozostałe klasyczne, stonowane kolory (biel,
beż, granat, czasem czerwień). Często widzę dziewczyny w rozkloszowanych
spódnicach z falbanami i sukienkach z obniżoną talią. Na zdjęciu poniżej macie
przykład typu spódnicy, o którym wspomniałam, tu w letniej, kolorowej wersji.
Jeśli szykujecie
się na wieczorne wyjście w gronie francuskich znajomych, radzę również postawić
na prostotę: jeśli spodziewacie się szykownych kreacji wśród Francuzek, możecie
się mocno zdziwić lub rozczarować. Mowa tu nie o bardzo uroczystych i
oficjalnych okazjach, mam na myśli wyjścia do restauracji, na imprezę czy na
kolację do znajomych. Moje najbardziej „wyjściowe” ubrania zazwyczaj leżą teraz
nieużywane w szafie, w przeciwnym razie czuję się, jakbym za bardzo
odstawała strojem od reszty. Przerabiałam to już na rodzinnych spotkaniach, na
Sylwestrze wśród przyjaciół, na Wigilii w szerokim gronie znajomych, na
koncercie czy wyjściu do pubu. Zazwyczaj ubiór innych dziewczyn czy kobiet był
nieskomplikowany i codzienny, taki, jak zwykle w ciągu dnia i nierzadko byłam
jedyna w sukience czy spódnicy. A jeśli Francuzki się „stroją”, to rzadko
od stóp do głów: często jeden elegancki czy bardzo efektowny element przełamany
jest codziennymi dodatkami i daje to ciekawy efekt.
![]() |
Witryna sklepu Promod |
Jeśli macie więc
ochotę na francuskie inspiracje, wrzućcie do walizki głównie klasyczne rzeczy, taki
jakie jak top w paski (nad morzem pozycja obowiązkowa), dżinsy, baleriny, bluzki
koszulowe i luźne sukienki oraz kilka efektownych elementów, które będziecie
mogły połączyć z elementami bazowymi.
![]() |
To przykład sklepu „z wyższej półki”. W ubraniach na wystawie możecie zauważyć zamiłowanie Francuzek do luźnych fasonów. |
Dodatki
Francuzki raczej
nie przesadzają z ilością dodatków i preferują dyskretną biżuterię nad tę
ostentacyjną, choć oczywiście zależy to również od indywidualnych preferencji. Prawdą
jest, że Francuzki -zwłaszcza te w Paryżu- lubią markowe dodatki, takie jak okulary
(zarówno korekcyjne jak i przeciwsłoneczne), zegarki czy torebki od
projektantów. Nie popadajmy jedna w przesadę: nie jest też tak, że co druga
kobieta na ulicy je nosi. Wydaje mi się, że Francuzki bardzo lubią „tutejsze”
sieciówki i często to właśnie tam zaopatrują się w ubrania czy akcesoria. Mam
na myśli sklepy takie dobrze Wam znane Camaïeu czy Promod, ale też Naf Naf,
Cache-Cache i Etam, która to marka ma też swoje sklepy z bielizną: Etam
Lingerie. Ciekawostka: z tą ostatnim sklepem współpracowała niedawno, i to
dwukrotnie, znana we Francji (i nie tylko) blogerka modowa The Cherry Blossom
Girl.
Fryzura i makijaż
Tutaj ponownie
mogłabym skwitować podejście Francuzek słowami: „byle nie utrudniać sobie życia”.
Pewnie Was nie zaskoczę- na ulicach królują bardzo proste uczesania. Co do
makijażu, to – być może trudno będzie Wam w to uwierzyć – naprawdę wiele kobiet
nie maluje się wcale! Pamiętam, jak bardzo mnie to zdziwiło podczas pierwszego
pobytu we Francji, tym bardziej w kraju słynącym z renomowanych firm
kosmetycznych. Pewnie zgodzicie się ze mną, że makijaż w Polsce jest raczej na
porządku dziennym wśród kobiet właściwie w każdym wieku. W Francji,
niekoniecznie – z wyjątkiem stolicy wiele kobiet, także młodych, stroni od
makijażu albo decyduje się na bardzo delikatną jego wersję.
Z czego to
wynika? Z tego, co udało mi się dowiedzieć, przyczyny są różne : „brak czasu”,
preferowanie naturalnego wyglądu bądź też… prawie że negatywne postrzeganie
makijażu w pewnych środowiskach. Uczestniczyłam kiedyś w konferencji, gdzie pani
ją prowadząca wyglądała jakby dopiero co wstała z łóżka: włosy w nieładzie,
zero makijażu, co na ogromnym telebimie wyglądało naprawdę kiepsko. Opowiadałam
później o tej sytuacji znajomej Francuzce, która wyjaśniła mi, że pożądany
wizerunek intelektualisty we Francji prawie że przekreśla dbanie o siebie (nad
tymi nieco dziwnymi dla mnie schematami ona również ubolewała): nie wypada
wszak zajmować się tak błahą i „płytką” czynnością jak makijaż.
Zaskoczyło mnie
też to, że niektóre kobiety stawiające na naturalność nie robią od tego żadnych
wyjątków, nawet na specjalne okazje. Posłużę się tu przykładem mojej
szwagierki, która na naszym ślubie nie miała makijażu. Natomiast kiedy widziałam
kobiety mocno pomalowane, to taki makijaż niekoniecznie był dobrze i
estetycznie wykonany. Wydaje mi się, że Francuzkom trudno w tej kwestii znaleźć
złoty środek i że ogólnie rzecz biorąc, Polkom wychodzi to lepiej, nie musimy
więc wzorować się na zagranicznych koleżankach.
Kosmetyki
Za to na
porządku dziennym są tu markowe perfumy jak i „drogie” kosmetyki – wszystko
jest względne i kosmetyki, które u nas są postrzegane jako takie „z wyższej
półki” jak Avène, La Roche-Posay, Nuxe, Bioderma są tutaj bardzo popularne a
Sephora nie jest tak luksusową drogerią, jak u nas: plasuje się raczej na
średnim pułapie cenowym.
Od jakiegoś
czasu jest we Francji szał na wszystko, co „bio”, a więc naturalne, organiczne
i dotyczy to także kosmetyków. Wiele marek wypuszcza, oprócz standardowych
produktów, także linie „bio” a inne specjalizują się tylko w takich
kosmetykach. Nawet lakier do paznokci możecie już kupić we Francji w wersji
„bio”. Zdradzę Wam, że z ciekawości kupiłam kilka takich kosmetyków (wybór jest
duży i można znaleźć również takie w przystępnych cenach) i jestem z nich
bardzo zadowolona. Zaglądam też czasem do L’Occitane en Provence, który na
pewno znacie z polskich ulic, ale raczej, by nacieszyć oczy, bo ceny mnie póki
co odstraszają.
Podsumowując,
wydaje mi się, że pojęcie „Francja-elegancja” jest nieco przesadzone. Powiem
Wam, ze to raczej moi francuscy znajomi, którzy mieli okazję być w Polsce, mieli
wrażenie, że na ulicy co druga dziewczyna wygląda jak modelka. Być może
najlepszą metodą na zadawanie szyku na wakacjach jest więc po prostu trzymanie
się własnego stylu? A jakie jest Wasze zdanie?
Katarzyna Tirilly